8 mar 2017

Dzień Kobiet



                Cześć!
                Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, chciałbym wszystkim Paniom czytające moje opowiadania życzyć wszystkiego najlepszego! Pamiętajcie, że rządzicie naszymi męskimi sercami, niezależnie od orientacji, a więc jedno Wasze słowo wystarczy, by zakręcić w głowie mężczyzny. Odkładając na bok wszystkie skomplikowane sprawy związane z płcią, o których ostatnio głośno, chciałbym życzyć z całego serca wszystkiego, co dobre i szczęśliwe. Życzę Wam tego, abyście były inspiracją i czerpały inspirację oraz abyście w zdrowiu spełniały swoje marzenia.
                A teraz, chciałbym Wam przedstawić osiem fikcyjnych postaci żeńskich, które zawładnęły moim sercem i uwielbiam je w każdym calu. Za charakter, za historię, za to, że same inspirują mnie do pisania kolejnych, mam nadzieję, że coraz lepszych, postaci.
                Będę wdzięczny jeżeli i Wy podzieliście się swoimi ulubienicami :)
                Zaczynamy! Kolejność przypadkowa!





Hermiona Granger (Harry Potter)
Pewnie jestem jednym z wielu dzieciaków, które na poważnie swoją przygodę z książkami zaczęły właśnie od serii o Harrym Potterze. Pewnego wieczoru do mojego pokoju wpadł mój starszy brat i KAZAŁ przeczytać Kamień Filozoficzny. Po czym stał nade mną i pilnował, abym na pewno czytał. Ponieważ rozdział pierwszy mnie jakoś nie powalił, oddałem mu książkę i powiedziałem, że nie chcę jej czytać. Jednak po czasie wróciłem do niej, gdy dotarły do mnie opinie w szkole (podstawowej, a więc były to opinie nadzwyczaj ważne) oraz wszystko wskazywało na to, że powstanie film.
Tak więc wróciłem do książki i pochłonąłem ją i pozostałe tomy, wśród których kartek pojawiała się Hermiona Granger. Najmądrzejsza czarownica swojego pokolenia, odważna i szlachetna, wierna przyjaciółka i bystra uczennica. Swego rodzaju symbol, że można zacząć wszystko od zera, a wciąż być najlepszym. I choć czasem popisywała się swoją wiedzą, z biegiem lat stwierdziłem, że nie było w tym nic złego. Prawdę mówiąc, dzięki niej chciałem aspirować do statusu kujona w klasie, ale niestety mi się to nie udało…
Hermiona dla mnie symbolizuje wiedzę, mądrość i troskę. I cieszę się, że mam taką Hermionę w swoim prywatnym życiu!






Isabelle Lightwood (The Mortal Instruments)
Serię o Darach Anioła, która trzyma się mnie już od liceum, zacząłem czytać za poleceniem mojej kuzynki, która z wypiekami na twarzy opowiadała o Jacie (Jace’sie…?). Przejrzałem pobieżnie Internet w poszukiwaniu tej książki i zapoznaniu się mniej więcej z fabułą, aż mój wzrok padł na imię Aleca, a przy jego opisie – gej. Jako nastolatek, który dopiero co zaczynał poważniej myśleć o tym, że rzeczywiście istnieje możliwość, iż bardziej pociągają go faceci, postanowiłem się zagłębić w tę historię. Wciągnęła mnie, nie ukrywam, choć bardziej interesowało mnie co u Magnusa i Aleca niż u głównej pary, ale cóż…
Jednak razem z Alecem w parze idzie jego młodsza siostra – Isabelle. Nie będę ukrywać, na początku bardzo jej nie lubiłem, bo zachowywała się jak jakaś trzpiotka (Olaboga!). Okej, może po prostu lubię bardziej stonowane postacie, ale Izzy była bardzo otwarta, pewna siebie i czasami zadufana. Przez moment miałem wrażenie, że nawet będzie tą złą. Zapomniałem jednak, że to książka o tym, gdzie dwóch super facetów bije się o jedną dziewczynę, a nie dwie dziewczyny o faceta. W każdym razie, Izzy zaczęła mnie do siebie przekonywać powoli, a jednak skutecznie. Jej oddanie bratu i wspieranie go zadecydowało o tym ostatecznie. Według mnie bardziej to widać w serialu, w którym Alec i Isabelle są rzeczywiście ze sobą mocno zżyci, a ta rodzinna więź jest dla mnie czymś inspirującym.
Izzy, tak trzymaj!





Blue Sargent (The Raven Cycle)

                Przygoda z tą książką zaczęła się przypadkiem. Po prostu byłem w Empiku i polowałem na nową książkę. W oczy wpadł mi Król Kruków, który ujął mnie swoją okładką, ale miałem pewne wahania, bo poprzednia książka Meggie o wilkołakach (lub wilkołopodobnychcosiach) nie bardzo mi się podobała. Jednak zaryzykowałem, bo choć pamiętałem, że fabuła mnie nie porwała (ale to pewnie przez to, że wątek miłosny zaczął się praktycznie od razu), to jednak opisy i postacie jakie stworzyła Meggie totalnie mnie kupiły.
                Króla Kruków pochłonąłem bardzo szybko i zostałem oczarowany nie tylko przez samych kruczych chłopaków (Krucze Chłopięta), ale również przez dom medium przy Fox Way 300. A w nim Blue – teoretycznie medium, ale w sumie to jedynie bateria, która wzmacnia moce innych.
                Blue jest buntowniczą dziewczyną, która ma nadzwyczaj otwarte relacje ze swoją mamą i traktują się jak przyjaciółki. Pewnie dlatego mama pozwala jej w wieku nastoletnim spędzać czas w towarzystwie (uwaga spoilery); chłopaka, który już raz umarł, ale wrócił; chłopaka, który umarł i teraz jest duchem; chłopaka, który wyciąga rzeczy ze snów i lubi szybkie auta oraz chłopaka, którego bije własny ojciec i składa siebie w ofierze magicznej mocy znanej jako Cabeswater. (koniec spoilerów). Nie wiem jak u Was, ale mi mama na pewno by zabroniła się bawić z takimi chłopcami. Jednak Blue dzielnie parła do przodu i jak sama w pewnym momencie zauważyła – zakochała się w nich wszystkich. Nie znaczy to, że został tam stworzony pentagram miłosny, ale raczej pokazane było, że można kochać na różne sposoby.






Lusamine (Pokemon Sun & Moon)

                Tak jest. Postać z Pokemonów. A konkretniej z ostatniej serii gier, która wyszła raptem kilka miesięcy temu. Czemu Lusamine? Bo jej historia jest zniewalająca! Uwaga, tu również będą spoilery.
                Lusamine jest panią prezes Aether Foundation. Fundacja sama w sobie wspiera Pokemony i wydaje miliony PokeWaluty na utrzymanie czystości w ich nieskazitelnie białym Aether Paradise. Jako głowa całej korporacji jest bardzo zajętą kobietą.
                Zajętą w sianiu zła, ot co! Odkąd tylko pojawiły się zapowiedzi przedstawiające ją oraz Aether Foundation, czułem pismo nosem i nie pomyliłem się. To zła kobieta była! Jednak, ma ona na tyle ciekawą historię, że całe jej zło da się wytłumaczyć. Otóż Lusamine ma obsesję na punkcie piękna, na tyle diaboliczną, że nawet hibernuje Pokemony, aby były wiecznie piękne. Poza tym swoją wizję piękna przerzuciła na poszukiwanie UltraBestii i chciała przejść do jej wymiaru. Coś, co na początku brzmi nieco szaleńczo, ma sens, gdy dowiadujemy się, że jej mąż zaginął w innym wymiarze. Desperacja, aby odnaleźć jej ukochanego doprowadziła ją do obłędu, do takiego stopnia, że jej dwójka dzieci (Gladion i Lillie) uciekły od niej.
                Ostatecznie, udaje się ją uratować i wyzwolić z szaleństwa, ale w historii Pokemon zapisuje się jako ta główna zła. I jest to tak wspaniale inspirujące, że sam mam zamiar to wykorzystać… ;) *kaszel* Wilczy Gryz *koniec kaszlu*
                P.S. Walka z nią była ciężka!







Sophie (Ruchomy Zamek Hauru)
Mam słabość do tej dziewczyny, której spokojny charakter ujął czarnoksiężnika Hauru, który rzekomo uwodził kobiety, aby potem pożreć ich serca. Historia Sophie to piękna opowieść o tym, że uroda to nie wszystko i nawet staruszki mogą uratować wszystkich przed śmiercią. Co prawda starość Sophie jest efektem złego uroku, ale odkąd zamieszkała w Zamku Hauru, myślę że czuła się o wiele młodziej niż wtedy, gdy wiodła spokojne życie w sklepie z kapeluszami – samotna i cicha. Dopiero w zamku pokazała jaka jest naprawdę i jak pewna siebie potrafi być.
Pomijam już fakt jak wspaniałą animacją jest film Ruchomy Zamek Hauru oraz to jak cudowna jest tam muzyka.







Xion (Kingdom Hearts 358/2 Days)
Dopiero niedawno przeszedłem całą grę, ale już wcześniej zapoznałem się z wydarzeniami jakie miały miejsce w tej odsłonie Kingdom Hearts. Opowiadała o tym, co lubię najbardziej – złe organizacje. Wcielamy się w rolę Roxasa, który znany jest nam z poprzednich gier jako członek Organization XIII. Historia jednak skupia się wokół Xion, czternastym członku organizacji, o którym ani widu ani słychu w poprzednich grach.
Xion jest postacią zagubioną, niestety mającą odrobinę wspólnego z tak zwaną Mary Sue (lub po polsku – Marysia Zuzanna), czyli postacią, która w sumie pojawia się znikąd, ale od razu jest przyjaciółką głównych bohaterów, wokół których toczyła się wcześniejsza akcja. Nie jest jednak, na szczęścia, pełna zalet i nie ratuje wszystkich z opresji swoimi super mocami. Jak pisałem, jest raczej zagubiona i dopiero teraz odkrywa swoje umiejętności, jak chociażby to, że potrafi używać Keyblade (jak główni bohaterowie… hm). Jednak jej los jest na tyle tragiczny, a historia tak wciągająca, że byłem w stanie wybaczyć to, iż Xion pojawia się znikąd i jest najważniejszym elementem gry. Otóż Xion jest jedynie kopią, stworzoną ze wspomnień głównego bohatera – Sory. A jeżeli czytaliście Szepty – Chłopiec ze snów i macie zamiar przeczytać Wilczy Gryz – Sen Sentymentów, zapewne odkryliście, że jestem łasy na temat snów, marzeń, wspomnień… 








Konan (Naruto)
Kolejna ofiara mojej mani złych organizacji. Tym razem to członkini Akatsuki, fikcyjnej organizacji przestępczej ze świata Naruto, która miała się dobrze, dopóki nie zaczęto kombinować z fabułą. Akatsuki dla mnie osobiście istniało do momentu, w którym pokonano Paina.
Właśnie! Pain. Kompan Konan, prawie jej kochanek, gdyby nie to, że jest zahipnotyzowanymi zwłokami, którymi kieruje ich inny przyjaciel. Zabawnie, nie? Jednak, skupiając się na Konan, ujęła mnie tym, że nazwano ją Aniołem, a samego Paina – Bogiem. We dwójkę tworzyli Boskie Duo, które założyło Akatsuki i siało strach w Wiosce Ukrytej w Deszczu. Chłodna i wyrafinowana Konan, wykonywała każdy rozkaz jaki wydał jej Pain. Była doprawdy jego Aniołem. Uwielbiałem jej postać, dlatego żałowałem, że nie dostała więcej czasu antenowego. Ku jej pamięci, stworzyłem postać Christophera w Wilczym Gryzie, który włada umiejętnościami podobnymi do niej (chociaż on będzie miał nieco większy zasób artystyczny). Jej styl walki oraz umiejętność władania papierem na długo zostanie w mojej głowie, bo był to pomysł niezwykle oryginalny.








Lydia Martin (Teen Wolf)
           Na chwilę obecną nie wiem, co się dzieje w tym serialu, bo od sezonu czwartego, gdzie zaczęły się pojawiać jaguarołaki/kojotołaki/łakołaki oraz łowcy, którzy dopiero co opuścili pieluszki, serial o wilkołakach trochę dla mnie stracił, aczkolwiek dwie rzeczy zapadły mi w pamięć – Derek Hale (UCH!) oraz Lydia Martin.
                Ponieważ dzisiaj skupiamy się na postaciach żeńskich, podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi Lydii. Na początku jej nie lubiłem, ale pewnie dlatego, że przedstawili ją jako pustą kobiecinkę, która umawia się z kapitanem drużyny i zachowywała się bardzo… cóż… Nie fajnie. Niemniej, z czasem okazało się, że jest naprawdę błyskotliwa, a co najlepsze – okazała się banshee (szyszymora, zdaje się, na polskie?). WOW! Tego się nie spodziewałem i byłem bardzo kontent z tą wiadomością.
                Lydia okazała się być najbardziej konkretną i inteligentną postacią, która ratowała życia i seksowne wilcze tyłeczki z niejednej opresji. No i muszę przyznać, że mam słabość do wielkich oczu tej aktorki, które potrafiły być hipnotyzujące.